„Daj mi lajka”.

Podobno przeciętny użytkownik Facebooka spędza na przeglądaniu postów około 20 minut dziennie. Czy aby na pewno? Obserwując ludzi – spacerujących, pospiesznie przemierzających ulice wielkich miast, tych znudzonych w komunikacji miejskiej, czy tych za kierownicą samochodu, wydaje się, że to co najmniej połowa dnia. Nieustannie coś klikamy, scrollując ekran w dół i w górę, w oczekiwaniu na kolejne newsy – może nasza stara znajoma ze szkolnej ławki jest w ciąży, a może sąsiad znowu kupił nowe auto, które potem będziemy oglądać na zdjęciach, zamiast wyjrzeć przez okno. Może ciocia Hania znowu poleciała na Bali, obnosząc się tym faktem w sieci, by zaprezentować całemu światu stan swojego portfela. A może przybyły nam nowe lajki pod ostatnim postem o tym, że kupiliśmy buldoga francuskiego, który idealnie pasuje do naszego wizerunku?

Daj mi lajka – Lajk jako nowa waluta

Lajki, lajki, lajki. Zasypują nas zewsząd. Po Facebook’u przyszedł czas na inne portale, które powielają filozofię lajkowania. Na Instagramie czy Tumblrze odpowiednikiem lajka są serduszka, ich znaczenie jednak pozostaje takie samo. Obecnie to całkiem niezły biznes – wielu blogerów i influencerów wybiło się właśnie dzięki ilości polubień, które są jak nowa i to całkiem opłacalna waluta. To od zasięgu i reakcji odbiorców posta, bądź zdjęcia, zależy wysokość zarobków danego blogera. Mówiąc brutalnie – zarabia on na nas – na naszych kliknięciach w czerwone serduszko, albo kciuk uniesiony w górę. Kiedy zaś popularność w sieci wiąże się z możliwością podniesienia własnego statusu społecznego lub majątkowego, nie trudno o przekroczenie granic zdrowego rozsądku czy dobrego smaku. Idealnym tego przykładem są ludzie ślepo podążający za trendami, publikujący szokujące bądź wyzywające zdjęcia. Niedawno byłam świadkiem sytuacji, która doskonale obrazowała takie właśnie podejście. Jadąc metrem usłyszałam rozmowę dwóch dziewczyn stojących niedaleko mnie. Wyglądały na 18 lat – jednak trudno to dokładnie stwierdzić, ponieważ mocny make up zrobił swoje. Ich rozmowa przebiegała następująco:

– Stara, widziałaś moje ostatnie zdjęcie na Insta?

– No, jest mocne, Twój tyłek naprawdę dobrze wygląda. Skąd te szorty? Też muszę sobie takie kupić! – Nieważne stara, patrz ile mam lajków!

Ta druga chyba tylu lajków nie miała. Na jej twarzy zarysowała się lekka zazdrość, a może nawet złość. Resztę drogi milczała.

Daj mi lajka – Prawda o lajkach

To, co dzieje się w mediach społecznościowych często

wpływa na naszą samoocenę. Jednak może zadziałać w dwie strony – bardzo łatwo oddać się zachwytowi nad samym sobą, dzięki dużej ilości kliknięć, równie łatwo pomnożyć też ilość kompleksów – jak u dziewczyny z metra. Pojawia się więc pytanie: czy naprawdę wartość człowieka powinna być liczona w lajkach? Czy skoro mam ich mniej niż koleżanka, jestem gorsza? A może nie ma mnie wcale, w myśl zasady: jeśli nie ma Cię w sieci – to nie ma Cię w ogóle.

Prawda jest taka, że za popularnością pewnych treści stoją bardzo często algorytmy, które decydują o zachowaniach odbiorców (a przynajmniej znacznie na nie wpływają). Kolejną kwestią jest umiejętne dopasowanie się do panujących trendów, typów urody, mód itp. Są też tacy, którzy kupują lajki i followersów. I właśnie dlatego należy pamiętać, że ilość lajków nie świadczy o sympatii, urodzie czy inteligencji. Ich ilość nie świadczy o tym co mamy do powiedzenia, ani nawet o tym, jak dobre jakościowo są nasze posty, jak kreatywne i oryginalne. I właśnie dlatego swoją działalność w sieci, o ile to nie jest nasza praca, należy traktować z przymrużeniem oka – jako dodatek do naszego życia, a nie wyznacznik jego wartości i jakości. Nie dajmy się zwariować – tak naprawdę nasze lajki nikogo nie obchodzą, poza nami samymi.

Daj mi lajka

Daj mi lajka Polecamy również
Daj mi lajka
pixabay.com/geralt
UDOSTĘPNIJ
Skip to content