„Jeśli kobiecość znaczyłaby kobiecą seksualność i urok, kobiety nigdy by jej nie traciły i nie musiały odkupywać. Jeśli odczuwamy przyjemność, wszystkie mamy dobre ciała. Nie musimy wydawać pieniędzy, chodzić głodne, zmagać się i uczyć, jak stać się zmysłowymi, zawsze byłybyśmy zmysłowe. Nie musimy wierzyć w to, że w jakiś sposób powinnyśmy zapracować na erotyczną troskę, zawsze na nią zasługujemy” tak o micie urody pisała Naomi Wolf.

Czy ciałopozytywność i ciałonaturalność to to samo? W dzisiejszych czasach, przy zmiennych kanonach urody, nic nie jest takie oczywiste. Pewne jest natomiast to, że samoakceptacja jest odpowiedzią na wszystkie pytania.

ciałopozytywność

Termin body positive stworzony został w 1996 roku przez psychoterapeutkę Elizabeth Scott. Elizabeth pracowała wtedy ze swoją pacjentką Connie Sobczak, która cierpiała na zaburzenia odżywiania. Rezultatem ich współpracy jest działający do dziś serwis internetowy thebodypositive.org, który oferuje materiały edukacyjne mające pomóc ludziom czuć się dobrze w swoim ciele. W latach 2008–2010 promowanie pozytywnego podejścia do ciała nabrało rozpędu dzięki rosnącej popularności mediów społecznościowych. Jednak idea ta jest znacznie starsza, choć przez dekady nie nazwano jej „ciałopozytywnością”.

Początki ruchu sięgają końca lat 60., kiedy to młody inżynier z Nowego Jorku, Bill Fabrey, mający dość upokorzeń, jakie spotykały jego otyłą żonę Joyce, zrobił kopie artykułu o niesprawiedliwych sposobach traktowania osób z nadwagą i rozdał je wszystkim, których znał. Następnie zebrał małą grupę ludzi i stworzył National Association to Aid Fat Americans (dziś znane jako National Association to Advance Fat Acceptance, najdłużej działająca organizacja walcząca o prawa osób z nadwagą). W latach 80. na całym świecie zaczęli pojawiać się aktywiści promujący miłość do własnego ciała niezależnie od wagi.

nie tylko waga

Nie tylko nadwaga sprawia, że możemy mieć problem z akceptacją własnego ciała i jego pozytywnym odbiorem. Choroby skóry takie jak łuszczyca, atopowe zapalenie skóry, bielactwo czy trądzik różowaty, to dolegliwości nie tylko wizualnie zmieniające ciało, ale także powodujące fizyczny ból. To nie pomaga w budowaniu pewność siebie.

Na szczęście w mediach społecznościowych pojawia się coraz więcej inicjatyw, które starają się oswoić tego typu problemy. Obserwując na Instagramie hasztagi #psoriasisfighter, #psoriasiswarrior, #rosacea dotrzemy do osób takich jak Alicja, autorka bloga www.byladybug.pl, która na łuszczycę choruje od 8 roku życia i pokazuje swoje ciało bez idealizujących filtrów udowadniając, że życie z chorobą skóry może być nie tylko normalne, ale i satysfakcjonujące.

Ciałopozytywność czy ciałoneutralność?
Każda z nas jest piękna bez względu na wiek, kolor skóry i wagę!

Co, jeśli się nie da?

Oczywiście, wspaniale jest czuć się dobrze w swoim ciele, ale nie zawsze jest to wykonalne. Przyczyny tego bywają różne. Czasem chodzi o to, by pozwolić sobie czuć się tak, jak się faktycznie czujemy, a nie zawsze czujemy się dobrze. Trudno o dobre samopoczucie, kiedy skóra pali żywym ogniem, kiedy każdy ruch powoduje ból, kiedy budzisz się w zakrwawionej pościeli, bo podczas snu znów strasznie się podrapałaś.

Dla wielu osób borykających się z chorobami skóry o wiele większym problemem niż fizyczny ból są spojrzenia ludzi. I nie chodzi tu tylko o spojrzenia oceniające, ale także te wyrażające troskę lub współczucie – o każde skupienie na sobie wzroku. Wyjście z domu w stroju odsłaniającym nogi z aktywnymi ogniskami łuszczycowymi staje się wyzwaniem – szczególnie latem. Bielactwo, trądzik różowaty, łysienie plackowate to tylko, niektóre z chorób, które dramatycznie obniżają samoocenę i często prowadzą do kolejnych chorób o podłożu psychicznym – depresji, uzależnień.

ciałoneutralność

Ruch związany z ciałopozytywnością także spotyka się z krytyką. Afirmacja swojego (nie)idealnego ciała zgodnie z duchem bodypositive nadal skupia się na cielesności, co w konsekwencji może przyczynić się do powstawania nowych, związanych z wyglądem kompleksów, ale także do błędnej percepcji swojego ciała, jak i zdrowia. Bo przecież, jak zauważają sceptycy, nie da się akceptować swojego ciała cały czas.

Tu pojawia się pojęcie body neutrality, którego autorstwo przypisuje się Anne Poirier, trenerce fitness, która po raz pierwszy użyła tego określenia w 2015 roku. Cztery lata później idea nieoceniającej relacji i zaprzestania wartościowania się poprzez wizerunek własnego ciała została spopularyzowana w świecie social mediów.

Ciałoneutralność nie jest jednak ani odrzuceniem, ani zaprzeczeniem pozytywnego, afirmującego postrzegania ciała, lecz jego uzupełnieniem. To akceptacja siebie poprzez dbałość o zdrowie i samorozwój, szacunek wobec siebie i swojego ciała, ale także docenienie możliwości jakie ono nam daje. Idea neutralności ciała podkreśla, jak ważne jest budowanie własnej wartości bez względu na to, jakie mamy ciała. Jak pisze Anuschki Rees w „Beyond Beautiful” „to jak się ze sobą czuję, nie ma nic wspólnego z tym, jak wygląda

jestem kobietą, jestem gentlewoman

W dzisiejszym świecie, pełnym instagramowych filtrów, zmiennych kanonów urody oraz ogólnodostępnych zabiegów z zakresu chirurgii plastycznej i medycyny estetycznej trudno jest zachować własne JA. Trzeba w tym wszystkim odnaleźć złoty środek i pokochać siebie. Bo nikt nie będzie kochał nas miłością tak prawdziwą, jak my same. Samoakceptacja to klucz do sukcesu. Piękne od środka jesteśmy również piękne na zewnątrz. Stajemy się pewne siebie i z dumą możemy powiedzieć: Jestem Kobietą! Jestem GentleWoman!

UDOSTĘPNIJ

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Skip to content