Netflix nie ma w Polsce lekko. Sygnowane przez platformę polskie filmy i seriale w najlepszym razie osiągają status guilty pleasure („Wszyscy moi przyjaciele nie żyją”), w najgorszym – nieoglądalnych gniotów („Erotica 2022”). Antologia erotyczna jest tu niezłym punktem odniesienia, bo „Sexify” również porusza kwestie kobiecej seksualności, budowania relacji i wyrywania się z gorsetu społecznych oczekiwań. Jednak, gdy twórczynie „Erotiki” brnęły w arthousowe eksperymenty, autorzy „Sexify” postawili na popkulturową lekkość. Niestety, i to nie okazało się receptą na sukces.

Nerdka, cnotliwa i ta wyzwolona

Natalia (Aleksandra Skraba), studentka informatyki, w ramach pracy dyplomowej przygotowuje aplikację optymalizującą sen. Ze swoim projektem dziewczyna ma zamiar wystartować w konkursie na ministerialny grant, jednak jej pomysł zostaje storpedowany przez opiekuna naukowego. Aby nie stracić szansy na udział w konkursie, Natalia chce stworzyć apkę pomagającą kobietom osiągnąć orgazm. Do pomocy werbuje prowadzącą nieudane życie seksualnie Paulinę (Maria Sobocińska) i rozerotyzowaną Monikę (Sandra Drzymalska).

Tak różne bohaterki mogły być ciekawym punktem wyjścia do refleksji nad dziewczyńskimi problemami w kraju, w którym o seksie mało kto umie rozmawiać. Konserwatywna Paulina stwarzała okazję na wgląd w realia tworzone przez katolicki tradycjonalizm i brak edukacji seksualnej. Wywodząca się z liberalnego środowiska, śmiało korzystająca z Tindera Monika, mogła rzucić więcej światła na nowoczesne randkowanie. Z kolei Natalia, początkowo sprawiająca wrażenie osoby aseksualnej i/lub aromantycznej, budziła nadzieję na reprezentację mało znanej mniejszości. Jednak w bagienku banalnych dialogów, czerstwych żartów (Poproszę kanapkę z seksem… to znaczy z serem) i scen-zapychaczy szybko utonął jakikolwiek socjologiczny i edukacyjny potencjał produkcji. Wszyscy uprawiający seks są piękni i młodzi, orgazm przychodzi od patrzenia w oczy, a aseksualność to mit.

sexify
kadr z filmu, odc. 3
Scenariusz do poprawy

Irytują też dziury fabularne, przez które można odnieść wrażenie, że akcja serialu toczy się w alternatywnej rzeczywistości, gdzie nie obowiązują reguły logiki i zdrowego rozsądku. Prawdziwy koszmar zaczyna się wówczas, gdy dziewczyny przystępują do tworzenia apki. Sceptycyzm budzi już fakt, że za projekt dotyczący orgazmu zabiera się osoba pozbawiona erotycznych doświadczeń i niezbyt nimi zainteresowana. Ale od czego jest biblioteka i badania naukowe? Jednak Natalii jakoś nie przychodzi do głowy zapoznanie się z medycznymi, psychologicznymi i socjologicznymi aspektami tematu (co mogłoby zresztą stworzyć ciekawą stronę edukacyjną serialu). Wiedzę o seksie woli zdobywać z portali internetowych, w seks shopie i od koleżanek, powielając w ten sposób najgorsze możliwe wzorce.

Nic zatem dziwnego, że o słynnych badaniach Williama Mastersa Natalia dowiaduje się od znajomego (swoją drogą, niezbyt to feministyczne, drodzy twórcy, wymazać z tej historii Virginię Johnson, współautorkę badań). Dziewczyny postanawiają przeprowadzić własny eksperyment i w akademiku aranżują miejsce o nazwie Kopulatorium – podpięte do urządzenia monitorującego pracę mózgu studentki mają uprawiać seks, a następnie wypełniać ankiety na temat doznań. Dziewczyny szybko jednak porzucają monitorowanie par, ich ankieta przypomina psychotesty z „Bravo”, a Kopulatorium dostarcza po prostu okazji do przeestetyzowanych scen erotycznych. Wyraźnie przy tym widać, że scenarzyści nie mają zielonego pojęcia nie tylko o seksuologii i tworzeniu aplikacji, ale nawet o tak banalnych sprawach jak funkcjonowanie uczelni.

Coś poszło nie tak

Śledząc wypowiedzi twórców serialu, trudno zrozumieć, dlaczego ponieśli tak spektakularną klęskę. Piotr Domalewski to przecież twórca utalentowany, autor obsypanej nagrodami „Cichej nocy”. O ile jednak doskonale czuje się w komediodramatach osadzonych w przaśnych realiach polskiej prowincji, o tyle stylistyka, w której utrzymane jest „Sexify” to dla niego najwyraźniej terra incognita. Wybór lekko absurdalnego sztafażu sam w sobie nie jest zły – za dużo w naszej kulturze śmiertelnej powagi i patetycznego zadęcia. Komediowe podejście znakomicie zagrało przecież w przypadku brytyjskiego „Sex Education” i niemieckiego „Jak sprzedawać dragi w sieci (szybko)”. Obie produkcje Netflixa miały jednak coś, o czym „Sexify” może tylko pomarzyć – wyrazistych bohaterów, ciekawą historię, solidną podbudowę merytoryczną i autentyczną odwagę w podejmowaniu niewygodnych tematów.

UDOSTĘPNIJ
Skip to content