Kobiety kina wychodzą z cienia. Oscary 2016

Nie od dziś wiadomo, że światem rządzą mężczyźni. Także tym filmowym. Co roku nagrody dla najlepszego reżysera, za najlepsze zdjęcia czy scenografię zgarniają właśnie oni. Nawet o głównych rolach mówi się przede wszystkim w kontekście mężczyzn. Na szczęście to zaczyna się zmieniać. Kobiety kina wychodzą z cienia. Oscary 2016 właśnie to udowadniają.

 

Diwa XX wieku

Kobietą, która do tej pory zdobyła największą liczbę statuetek, jest Katharine Hepburn. Z dwunastu nominacji, udało jej się sięgnąć aż po cztery Oscary. Pierwszy został przyznany już na samym początku kariery, w 1933 roku za rolę w filmie „Poranna chwała” Lowella Shermana. Na kolejne statuetki, mimo wielokrotnych nominacji, musiała czekać niemal trzydzieści pięć lat. Często rywalizowała z bliskimi sobie kobietami, między innymi z Vivien Leigh, dla której była świadkiem na ślubie. Ostatecznie statuetkę dla najlepszej aktorki otrzymała Vivien za niezapomnianą rolę w „Tramwaju zwanym pożądaniem”. Kolejna statuetka przypadła Katherine Hepburne za rolę w filmie „Zgadnij kto przyjdzie na obiad” Stanley’a Kramera. Rok później odebrała ją za film „Lew w zimie” Anthony’ego Harveya. Ostatni Oskar przypadł aktorce w 1982 roku za rolę w filmie „Nad złotym stawem” Marka Rydella. Katharine Hepburne stała się ikoną kina XX wieku. Znana była z bycia prawdziwą damą, która zawsze wierna swoim ideałom, odznaczała się zdrowym podejściem do swojego zawodu. Z łatwością potrafiła oddzielić pracę aktorki od prywatnego życia, co niestety w pewnych kręgach nie przysparzało jej sympatii. Amerykańska publiczność nie przywykła jeszcze wtedy do niepokornych, spontanicznych i naturalnych gwiazda Hollywood. Aktorka niechętnie rozmawiała z dziennikarzami, przez co wielu z nich miało ją za bezczelną i mimo, że była niezwykle otwarta, to niektóre fakty z jej życia prowokowały plotki i były tematem różnego rodzaju dociekań. Dzisiaj jednak niezależność Katharine Hepburne jest podziwiana i stawiana jako wzór nieskrępowania i klasy.

Blondynka z żelaza

Rekordzistką spokojnie możemy nazwać również Meryl Streep. Aktorka do 2016 roku może szczycić się zawrotną liczbą dziewiętnastu nominacji do Oscara. Statuetki zdobyła trzy, co oznacza, że depcze po piętach swojej poprzedniczce. Pierwszy film, za który aktorka została wyróżniona nominacją, to kultowy już „Łowca jeleni” Michaela Cimino. Już rok później na gali dzierżyła w dłoniach Oscara za rolę w „Sprawie Kramerów” Roberta Bentona. Niedługo po tym otrzymała statuetkę za film „Wybór Zofii” Alana J. Pakuli. Po trzydziestu latach wcieliła się w rolę Margaret Thatcher w „Żelaznej damie”, filmie, który również przyniósł jej statuetkę. O Meryl krążą żarty, że każda kolejna gala jest dla niej jak codzienne wyjście do sklepu po zakupy.

Sama Streep nie boi się mówić o tym, że dla niej w aktorstwie najważniejsze są umiejętności, a uroda to rzecz całkowicie drugorzędna. W pełni uświadomiła to sobie w momencie, w którym tuż po przekroczeniu magicznej granicy czterdziestego roku życia, otrzymała kilka propozycji roli czarownicy. Jednakdla Meryl Streep od początku kariery niewiele się zmieniło, jedne nominacje gonią drugie, a aktorka dziś uznawana jest za symbol kobiecej siły.

kobiety kina wychodzą z cienia. oscary 2016
Meryl Streep na gali rozdania Oscarów w 2014 roku

Po drugiej stronie kamery

Ważną osobistością oscarowego świata jest również Kathryn Bigelow, jedna z trzech kobiet nominowanych do Oscarów w kategorii reżyseria. Lina Wertmüller, Jane Campion i Sofia Coppola również dostąpiły tego wyróżnienia, ale to Bigelow w 2010 roku, jako pierwsza kobieta, została uhonorowana statuetką za najlepszą reżyserię. Jej film „W pułapce wojny” uznawany jest za wyjątkowo mocny i męski. Nie sposób się specjalnie dziwić takim opiniom, ponieważ fabułę stanowi historia jednostki wojskowej w Iraku, która specjalizuje się w rozbrajaniu ładunków wybuchowych. Jednak tym, co wyróżnia ten obraz na tle innych wojennych filmów, jest fakt, że w postrzeganiu świata przez Bigelow, żadna strona nie jest do uprawiona do zabijania. Nie ma znaczenia, czy walki toczą się pod flagą amerykańską, czy jakąkolwiek inną.

Kathryn Bigelow ma wysoką klasę. Jej filmy nie poruszają banalnych kwestii i nie są sztampowymi przykładami amerykańskiego kina. Dosyć często reżyserce zdarza się prowokować do dyskusji. Stało się tak w przypadku filmu „Wróg numer jeden”, który opowiada o agentce CIA, prowadzącej pościg za Osamą Bin Ladenem. Największe kontrowersje wzbudzał fakt, że bardzo dokładnie zostały w nim pokazane współczesne metody torturowania więźniów, które objęte są ścisłym tabu. Bigelow jednak nie obawia się złośliwych opinii. Przez Amerykańską krytykę została sprowadzona niemal do pozycji wroga publicznego, jednak film otrzymał aż pięć nominacji do Oscara, nagrodę przyznano montażyście dźwięku.

Hollywoodzki styl nie do podrobienia

Kolejną kobietą, która na zawsze wpisała się w historię kina, jest Edith Head, słynna amerykańska kostiumografka. Jej oscarowy dorobek może być zawstydzający – trzydziestopięciokrotnie nominowana była do nagrody za najlepsze kostiumy, a statuetkę zdobyła aż osiem razy. Za jej największe osiągnięcie uważane są projekty z filmu „Żądło” George’a Roya Hilla z 1973 roku. Statuetki zdobyła też za inne kultowe filmy – „Dziedziczkę” i „Rzymskie wakacje” Williama Wylera, „Wszystko o Ewie” Josepha L. Mankiewicza, „Sabrinę” Billiego Wyldera oraz za film „The Facts of life” Melvina Franka. Edith Head bardzo często współpracowała również z Alfredem Hitchcockiem, Georgiem Marshallem i Normanem Taurogiem. Śmiało można powiedzieć, że regularnie ubierała lepszych aktorów kultowych filmów. Przekrój tego, co robiła, był szeroki – od tych zupełnie tradycyjnych, aż po wielkie, ekstrawaganckie projekty. Jej styl również stał się niezwykle charakterystyczny – niezmienna, prosta, czarna grzywka i klasyczne kroje szybko stały się jej znakiem rozpoznawczym. Była aktywna w zawodzie aż do swojej śmierci w wieku 82 lat, ostatni film z jej kostiumami ukazał się rok później. 

Nie tylko pierwsze strony gazet

Pierwszą czarnoskórą laureatką Oscara była Hattie McDaniel. Statuetkę zdobyła za rolę drugoplanową w filmie „Przeminęło z wiatrem” z 1939 roku. Musiało jednak minąć kolejne sześćdziesiąt lat, aby czarnoskóra kobieta otrzymała statuetkę za rolę pierwszoplanową. Halle Berry udało się tego dokonać w 2002 roku za pracę nad filmem „Czekając na wyrok”. Do dziś spore kontrowersje wzbudza rasizm w przyznawaniu nagród. Wiele ważnych osób w środowisku filmowym otwarcie bojkotuje całą imprezę ze względu na to, że odsetek nominowanych o innym niż biały kolorze skóry, często bywa naprawdę znikomy. Warto wspomnieć również o Polkach, które odcisnęły swój ślad w oscarowej historii. Ogromnym sukcesem na pewno była nominacja filmu Agnieszki Holland w kategorii film nieanglojęzyczny. „W ciemności” jest opowieścią o Lwowie w czasie okupacji Drugą Polką, która również zaistniała na oscarowej gali jest scenografka Ewa Braun, która wraz z Alanem Starskim została uhonorowana za „Listę Schindlera” Stevena Spielberga. Braun najczęściej współpracowała z takimi reżyserami ,jak Janusz Majewski i Krzysztof Zanussi. 

kobiety wychodzą z cienia

Mówi się, że kino to świat mężczyzn. Świadczyć mają o tym gigantyczne udziały panów w przemyśle i miażdżąca przewaga przyznawanych im nagród. Należy jednak pamiętać o tym , że kobiety dopiero torują sobie drogę do równości. Nie ma jednak wątpliwości, że zmiany nadchodzą. Widać to między innymi po frekwencji w dzisiejszych szkołach filmowych – kobiet studiujących reżyserię przybywa, czasem jest ich więcej, niż mężczyzn. A zatem w przyszłości Oscar przyznany kobiecie reżyserce nie będzie już niczym zaskakującym.

UDOSTĘPNIJ

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Skip to content